Pardon, To Tu

Pardon, To Tu, Aktivist NM
Miłe i gościnne to miejsce. Z daleka od zgiełku innych placów, z widokiem na kryjący niejedną opowieść kościół, zrewitalizowany skwer i kawał historii Warszawy. Ze smaczną foccacią, piwem i sporą selekcją winylowych płyt, które trudno dostać gdzie indziej. Otwarte dla zwierząt i dzieciaków, służące książką czy gazetą do poczytania i subiektywną ściągawką z dziejów muzyki rozpisaną na ścianie. Do tego jest to miejsce zaangażowane w krzewienie kultury, co powinniśmy podkreślić we wstępie tego uzasadnienia, ale że niektórych koncert jazzowy potrafi odstraszyć szybciej niż wykład z topologii, to wspominamy o tym dopiero teraz. Koncerty organizowane w Pardonie, zarówno spotkania krajowych improwizatorów, jak i występy światowej czołówki progresywnych muzyków, nie mają bagażu, który jazzowi wsadzono na plecy podczas jego wędrówki z nowoorleańskich burdeli do filharmonii. Przynoszą go jedynie przychodzący w nadmiarze napięci bywalcy, którzy ze słuchaczami mają zwykle niewiele wspólnego. Ale o to do samego miejsca pretensji mieć nie możemy. Jak już wspominaliśmy, jest ono wyjątkowo miłe i gościnne.